środa, 20 sierpnia 2014

Rozdział 1

(...)

- Jak to raka ? - szok był ogromny. Nie wiedziałem co będzie dalej.
- Przykro mi. Rak krwi. Inaczej Białaczka, Musimy zacząć od razu leczenie. - poinformował mnie lekarz. Całe życie zaczęło mi się sypac. Nie rozumiem dlaczego musiało spotkać to akurta mnie. Nie rozumiem i nie zrozumiem. 
- A co z moją grą w pilke ? - miałem nadzieje, że chociaż grać będę mógł. 
- Nie może pan grać. Pana stan jest ciężki. - odpowiedział. Moje nadzieje, wszystkie nadzieje prysnęły jak bańka mydlana. Popłakałem się
- Niech pan nie płacze. Wiem, że panu cieżko. Ale moi pacjęci z gorszych przypadków wychodzili. Musi pan tylko na chemie przychodzić regularnie i zarzywać leki. Znajdziemy dawce szpiku kostnego. - próbował mnie pocieszyć, ale mu łatwo mówić. Do Chuja to ja mam raka a nie on. - Dam panu zwolnienie na 2 miesiące. Zaniesie to pan do odpowiednich osób w klubie i odpoczynek. Zero przemeczania się. rozumie pan ?
- Tak rozumiem - wykrztusiłem z siebie. Pan Szulc wydrukował mi zwolnienie, dał pieczontkę i podpisał. wyszedłem. Wsiadłem do samochodu i się popłakałem. Dałem upust temu, że moge umrzec. Nie chciałem. SPełniam własne marzenia, a to staje i na drodze. Napisałem do Kevina, że musze się z nim spotkac. godził się odrazu. Umówiliśmy się  na Stadionie. ja zaniose zwolnienie i pojedziemy do mnie moim samochodem, bo mu się popsuł. 






***




NA SIP 

10 min zbierałem się na zaniesienie zwolnienia do zarządu. 
- Marco rtchórz cię obleciał ? zanieś i już. - wysiadłem i poszedłem.
Zapukałem.
-Prosze - krzyknął ktoś za drzwiami. Wszedłem
- Jest Prezes ? - zapytałem
- Tak. możesz iść do niego. - powiedziala. Zrobiłem tak
- Dzień dobry - przywitałem się 
- Witaj Marco - podszedł do mnie Hans i podał ręke. - co Cię do mnie sprowadza ?
- Ehh... byłem u lekarza i dał mi zwolnienie na 2 miesiące - zacząłem i mu podałem ten głupi świstek
- Onkolog ? 
- Tak panie Watzke mam białaczke. - spóściłem głowe. 
- Dobrze Marco. Ja powiem Jürgenowi, że masz zwolnienie. A ty masz zdrowieć i wrócić na boisko. - wstał i poklepał mnie po plecach. 
- Ja powiem bo ide po Kevina więc mu powiem - mówiłem po cichu, nie chciałem pokazać swojej słabości.
- Dobrze - wstałem i podaliśmy Sobie ręke i wyszedłem.





***




 
- Jürgen możemy porozmawiać ? - chłopaki biegali a on stał sam i gapił się w murawe bez sensu. 
- Tak. I jak Marco u lekarza było ? - zapytał.
- Mam raka - pojechałem po całości. 
- Jak raka ? jaja sobie ze mnie robisz ? - zatkało go. Widac to było.
- Nie robie sobie jaj. Mam Białaczke. - powiedziałem. 
- Reus tak mi przykro - poklepał mnie po plechach. Zdałem sobie sprawe, że nie będe już blondasem. Po chemi zaczną mi włosy wypadać. NIE CHCĘ SIĘ LECZYĆ !
- Chłopaki idźcie sie przebrać. Skracam wam trening. Reus masz wyzdrowieć, wierzymy w Ciebie. Rozumiesz ?!?! wierzymy - zostaliśmy sami. Rozmawialiśmy, szczetrze do mnie to dalej nie dociera. Nie dopuszczam tych myśli do siebie. Staliśmy tak 10 min. Gadaliśmy tylko o tym. W końcu na murawe wszedł Kevin. Pożegnałem się z Kloppem i poszedłem z Grosskreutz'em. 
- Co ty taki załamany ? - Myślałem, ze po mnie tego nie widać, ale jednak mój przyjaciel zawsze się domysli.
- Bracie musze ci coś powiedziec. 
- Zamieniam się w słuch - stanął na przeciw mnie
- Ja mam raka...

----------------------------------------------------------------------------------
Więc napisałam pierwszy rozdział. Wiem,  że taki nijaki. JESTEŚ TO KOMENTUJESZ ♥

PRZEPRASZAM ZA BŁĘDY ORTOGRAFICZNE :) 



4 komentarze:

  1. Jezu cudny *0* Marco taki biedny :( czekam na następny :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jest dobrze, ale nie stawiasz znaków interpunkcyjnych,zamiast ś lub ć piszesz s i c. Niektóre zdania zaczynają się z małej litery, pisz dalej zobaczymy co będzie dalej (: Jest nieźle (: pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Szkoda Marco :c Miejmy nadzieję, że wyjdzie z tego :// Jestem ciekawa co będzie dalej i zapraszam na http://dortmund-love-story.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. piękny i wzruszający <3 mam nadzieję, że Marco wygra z chorobą <3

    OdpowiedzUsuń